Ostatnie wpisy
Zakładki:
ROZSZERZENIE DZIAŁALNOŚCI
W razie zaistnienia potrzeby komunikacji(nie tłuc szybki,tylko nacisnąć link):
|
czwartek, 05 stycznia 2006
New Live
Dzień Dobry, że tak sklamię Tak dawno nie pisałem, ze sie troche uzbierało, ale niestety bardzo szybko umknęło, bo magazyny pamięci mam nieszczelne. Najważniejszym jest jednak to, co najświeższe - dzisiejszy wpis już nie idzie z Centralnej Rzeźni Marzeń, ale z nowej pracy, przekornie nazwałem ją "New Live' (środek dla kobiet w ciąży i tych karmiących), bo teraz takie rzeczy sprzedaję . Tak właśnie - mam nową pracę i jestem zadowolony. Bo właściwie (w sensie formalnym) to pierwsza moja paca. Troche mi brakuje książek, więc będę gościnnie występował w Rzeźni, ale już tylko dla masochistycznej przyjemności. Będę, jak wcześniej czarnuchem "Piaskarki", ale już tyko czarnuchem Niedzielnym. Wiec wszystkich swoich klientów zapraszam w niedziele do rzeźni.
piątek, 14 października 2005
poniedziałek, 19 września 2005
piątek, 16 września 2005
Znowu mi przepadł wpis o Przyzwoitości
![]() Teraz bedą takie zdjęcia. To ze względów Zasadniczych wszystko.![]() P.S. ![]()
czwartek, 08 września 2005
....jeżeli celem jest Spokój
Dzień Dobry, że tak skłemię,dla Zasady Nowe tło jest oznaką stanu do jakiego doprowadziła mnie ostatnia lektura.Przedkrytyczny Kant nazywał taki stan wzniosłością, a ja po prostu poczułem się dobrze.
poniedziałek, 29 sierpnia 2005
"Historia pewnej znajomości"
Dzień dobry, że tak skłamię,dla Zasady ![]() bo to przecież jeszcze noc dla niektórych, jak i dla mnie - ostatnimi czasy. Ale nie będę się tłumaczył, no... bo... po prostu...Pisanie, pisanie o świcie, pisanie wieczorem, w południe, w pracy, w domu, pisanie na wakacjach czasami przestaje przychodzić z łatwością. Chociażby taki J.Kerouac, co W drodze był kiedy nie pisał (choć kto go tam wie).Zaiste to w drodze (taka przypadłość czasowa) jesteśmy nieustannie - przynajmniej do póki pisać możemy. Jaceck właśnie W drodze poruszył kwestię "łatwości pisania". Wręcz miał żal do przyjaciela, którego Fortuna nią obdarzyła (jego samego oczywiście pomijając ; )). Ciekawe kogo miał na myśli? Nie zajmę się jednak nim, jak i wieloma innymi Podróżnikami, co w swojej drodze Pisali. Pisali bym ja mógł ich - "łapiąc oddech" w drodze - poczytać. Sama ich możesz poczytać, oczywiście jeżeli się czasami oderwiesz od pisania. c.d.n......(6.06).
sobota, 09 lipca 2005
Jak codzień, przypadkowo sobota.
Dzień dobry, że tak pewnie skłamię.
Bo jeszcze nie zdążyłem się nad tym zastanowić. W ogóle o niewielu rzeczach zdążyłem pomyśleć świadomie i samodzielnie. Wszystko zdaje się być jeszcze nie do końca warunkowe. Która jest godzina? Piąta dwadzieścia. Dlaczego tak głośno nastawiłem ten jazz? Ściszyłem. Dlaczego jest tak zimno? może pośpię jeszcze? O czym oni rozmawiali? – postaci z mojego snu, tego co przed chwilą, zanim otworzyłem błonki... jeszcze w swojej dziecięcej naiwności tak bardzo się cieszyli z nieoczekiwanych prezentów i próbowali zdefiniować niespodziankę. Nie przymknąłem okna, wstałem myśląc jak mieli na imię, albo jak mogli mieć na imię? Czy mogli by się stać bohaterami jakiegoś co najmniej opowiadania? Potknąłem się o komputer – jak co dzień, ale tym razem postanowiłem jeszcze na chwilkę przysiąść i coś postukać - się zapętliłem czasowo
czwartek, 07 lipca 2005
Stuk puk....Jest tam kto??
Dzień dobry, że tak skłamię! Jeżeli wszystko jest względne,to przecież w takim samym stopniu mówię prawdę jak i fałsz. jednak w kwestii sądów etycznych, to zawsze jest sprawa subiektywna i przez to chwiejna. Trudno zatem określić w którą stronę bardziej się przechyli waga, na której szalach położymy prawdę i fałsz denotowanego przypadku dnia - chociażby dzisiejszego. W moim mniemaniu wolę się przygotować na najgorsze, zatem kiedy mówię dzień dobry z umiarkowanym optymizmem, nie do końca mówię prawdę. Owo umiarkowanie nie wynika jednak z jakiegoś pesymizmu, a z realizmu. Bo sami widzicie, że raz człowiek pisze i pisze, wręcz cierpi na nieznośną lekkość pisania, a innym razem... sami z resztą widzicie. Myśli ulatują do nieba (jak mówisz Marto), bo są lżejsze od powietrza. Ja natomiast, czasami jestem ciągnięty w dół na samo dno - znacznie cięższymi od powietrza refleksjami . Tymczasem jestem wystarczająco niewyspany, żeby znowu coś pobredzić. Zacząłem się zastanawiać nad śniegiem tego lata, czyli (z góry przepraszam osoby szczególnie wrażliwe estetycznie) nad moim łupieżem. Pierwsze co mi przyszło do głowy to wyrzuty sumienia, a właściwie ich materializacja, bo jak na razie samo sumienie jako takie zwykło się łączyć ze sferą duchową, czy niematerialną. Mamy zatem niezbity dowód na interakcje zachodzące między dwoma światami. duchowym i materialnym. I w niczy nie pomogą szampony przeciwłupieżowe, co najwyżej spowiedź, ale tylko wierzącym w nią czy jej moc oczyszczającą. Coć w tym musi być, gdyż na czarnych sutannach zawsze było by lepiej widać, że coś ich nosiciela gryzie. Co do mnie to sam nie wiem, może to wyrzuty egzystencjalne, albo freudowskie, silnie wpojone pierwotne, poczucie winy, a może po prostu za bardzo się wszystkim przejmuję. Kto wie czy moja wirtualna spowiedź nie pomaga. Chyba już zrozumiałem. Głowa mi zaczęła śnieżyć, bo natłok myśli już nie miał ujścia. Teraz będę wiedział, że kiedy świerzbi głowa to czas najwyższy siadać i pisać. Oczywiście po umyciu. Ukłony
niedziela, 19 czerwca 2005
Z obserwacji pozaprzestrzennych
Dzień dobry, że tak na wstępie skłamię. Kolejny dzień pański w Centralnej Rzeźni Marzeń, bo zapotrzebowanie jest. Współczesne zachowania łowiecko-zbierackie wymagają ofiar. Potrzebują m. in. mnie ale i mi podobnych aby spełnić - czyli zabić marzenia (marzenie spełnione traci swoją istotną cechę konstytutywną). To właśnie dni pańskie są okresem kiedy natężenie tego typu zachowań znacznie wzrasta. Dzisiejszy dzień jest jednak wyjątkowy - jakby się uprzeć wyjątkowe zdarzenie znaleźć można każdego dnia przez co cały on stanie się godny miana wyjątkowości - niemniej, to właśnie dzisiaj mnie odwiedziłeś w pracy Panie Kolego. I to z samego ranka, kiedy ledwo zdążyłem podnieść błonki i usiąść do tego bloga. Swoim bezprecedensowym czynem zasłużyłeś sobie, co wydałoby się zgodne z wyznawaną przecież przez nas etyką przyzwoitości, na to abym Ci ten wpis zadedykował. Zatem dzisiejsze rozmyślania z rzeźni będą pierwszymi, które są pisane dla kogoś, a nie tylko tak sobie. Ciąg dalszy niestety będzie musiał nastąpić później........
poniedziałek, 13 czerwca 2005
Apokryf etymologiczny
Dzień dobry, że tak bezczelnie skłamię. Bo czy dobrym dniem można nazwać niedzielę i to jeszcze podczas jej trwania? Ale nie o tym dzisiaj. Jak się nie trudno domyślić znajduję się właśnie w Centralnej Rzeźni Marzeń. Od dziesięciu dni się tu znajduje. Zaczynam się zastanawiać po co ja w ogóle stąd wychodzę? Po co właściwie, jak ten Syzyf wracam. Sam nie wiem, ale podczas drogi nachodzą takiego idącego człowieczka ciekawe refleksje i tak sobie myślę,że choćby dla nich warto tak sobie do roboty podreptać. Właściwie to nie chce mi się nawet pisać tak minie to dreptanie dzisiaj zmęczyło, ale poczuwam się do obowiązku wobec Ciebie mój Ty potencjalny czytelniku. Zamysł nad apokryficzną interpretacją pochodzenia znaczenia pewnego wyrazu pojawił się właśnie podczas jednego z tych syzyfowych wejść, tzn. w drodze do pracy. Idąc pośród zieleni, przerywanej miejscami jakimś kolorowym bilbordem, staram się delektować raczej tą pierwszą. Choć czasami przykuje moją uwagę jakaś zmysłowo ubrana, a właściwie rozebrana kobieta, która reklamuje gazetę, albo wycieczkę, tudzież jakieś kosmetyki, to - pewnie przez dziecięce przyzwyczajenia - bardziej jestem zaabsorbowany namiastką miejskiej przyrody. Właśnie pod koniec jednej z tak fascynujących wędrówek po "pozaprzestrzeni", ni stąd ni z owąd wpadłem wręcz na plakat z napisem "#Cela#". Miał on reklamować nowo-otwierany sklep. Nie wiedziałem tego jeszcze wówczas, wiec moja wrodzona ciekawość zaczęła grzebać w świadomości i szukać skojarzeń, zadając sobie pytanie, o co właściwie z tą celą chodzi? .....c....d...n...... c. d. Skojarzenia resocjalizacyjno-izolacyjne przyszły - nie wiedzieć czemu - jako pierwsze. Jakby nie było pewnie dlatego, że poczucie winy jest głęboko zakorzenione w zbiorowej świadomości, przynajmniej naszego euro-chrześcijańskiego kręgu kulturowego, a więc i mojej. To np. ono, zdaniem autora Nadzorować i karać przyczyniło się znacznie do rozwoju cywilizacji zachodniej. Natomiast jeżeli chodzi o nazwy zakończone samogłoską "-a". Najczęściej są to słowa rodzaju żeńskiego, a więc oczywiste skojarzenia z kobietą i kobiecością. Co za tym idzie? Rodzaj męski od "celi" brzmał będzie: "cel". To już prowadzi do niełatwej problematyki teleologicznej (od gr. teleos - cel). Nie będę się zatem nią zajmował. Zważmy tylko co wychodzi z dotychczasowych ustaleń. Uporządkujmy je i przekonamy się skąd pochodzi słowo "cela". Co okaże się rozwiązaniem tego rebusu? 1. Więzienie, zniewolenie, pozbawienie wolności..... 2. Kobieta, kobiecość.....(nie rozwinę kwestii, bo jeszcze mi się dostanie od feministek)...... 3. Cel - najważniejsza sprawa, przynajmniej dla tego wycinka wieczności, który dumnie przywykliśmy nazywać naszym życiem. Zatem dla kogo kobieta jest celem życia, ten powinien mówić, że ma swoją "celę", a nie "cel" - CELA ŻYCIA. Nie wygląda to może zbyt pozytywnie, ale tylko na pozór, gdyż jak wiemy: największym wyrazem wolności jest samoograciczenie, czyli w naszym przypadku - świadome wybranie sobie celu życia, kierunku dążeń nadających sens, lub po prostu celi. Pozostaje mi tylko pogratulować nazwy, życzyć wszystkiego dobrego nowemu sklepikowi i przede wszystkim podziękować za inspirację, któa pozwoliła odsłonić kolejny rąbek wielkiej tajemnicy Bytowości. Ukłony. | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||